Ulubione fast foody i przekąski Irlandczyków

Ulubione fast foody i przekąski Irlandczyków

Postanowiłam jednak napisać co nieco o tutejszym jedzeniu. Początkowo miałam się ustosunkować do stwierdzenia o „najlepszym żarciu w Europie” i wyrazić sprzeciw wobec kultury fast-foodowej. Ponieważ jednak sytuacja się diametralnie zmieniła, a w burgerach irlandzkich znaleziono nie tylko konie, ale też i osły z różnych zakątków Europy, leżącego nie należy kopać. Postaram się więc jedynie ogólnie przyjrzeć zwyczajom żywieniowym Irlandczyków.

„Irlandczycy odżywiają się (nie)zdrowo” – czy jest sens pisania takich zdań o jakimkolwiek narodzie? Wygłaszając takie opinie tworzymy tylko stereotypy. Wiadomo – jeśli ktoś chce, to będzie przestrzegał zasad zdrowego odżywiania, a jeśli nie chce, to go „naród” raczej nie zmusi (mowa oczywiście o krajach rozwiniętych, gdzie większość ludzi może w miarę swobodnie wybrać, co chce zjeść). Mając to na uwadze podzielę się kilkoma spostrzeżeniami dotyczącymi zdobywania pożywienia na Zielonej Wyspie.

Odwiedzając duże irlandzkie supermarkety można dostrzec tendencję, typową podobno dla większości zachodnich społeczeństw, do kupowania gotowych obiadów, nadających się do spożycia po podgrzaniu/odsmażeniu. Biorąc pod uwagę zabiegany tryb życia kręcący się wokół pracy, takie rozwiązania raczej nie dziwią. Zaczynają z nich korzystać także Polacy, choć w sklepach w kraju aż tylu „gotowców” nie spotykałam. Pewnie trudno powiedzieć, że spożywanie jedynie tak przygotowanego jedzenia jest zdrowe, ale skorzystanie z takiej opcji od czasu do czasu jest wygodne i raczej nas nie zabije, a leniom takim jak ja zdecydowanie ułatwia/ratuje życie 😉

Z drugiej strony sporo ludzi musi przywiązywać wagę do zdrowego stylu życia (a przynajmniej się na takich lansować), bo reklamy deklarujące, że dany produkt jest „healthy” atakują niemal z każdej strony. I tak na dziale używki napotkałam ostatnio „bezkofeinową herbatę”, a rodzajów „bezkofeinowej kawy” jest bez liku. Również dział słodycze zawiera aluzje do zdrowego żywienia, kusząc produktami „bez konserwantów” i „bez sztucznych barwników” (chociaż oglądając ciasta i torty o terminie przydatności do spożycia trzy tygodnie, pokryte bliżej nieokreśloną żółto-niebiesko-różową masą, mam pewne wątpliwości co do prawdziwości tych zapewnień). Trzeba przyznać, że tak kolorowe cuda cukiernicze mają niewątpliwy pozytywny wpływ na moją dietę – kiedy je widzę, to od razu mija mi ochota na słodkości

Typowym produktem żywnościowym Irlandii jest chleb sodowy, który, co z przyjemnością stwierdziłam, jest równie dobry jak jego opis w przewodniku turystycznym (choć oczywiście zależy to od tego, gdzie się go nabędzie). Zachwalany wszędzie gulasz jest równie smaczny – nawet po informacji w przewodniku, że jest to serwowane turystom jedzenie biedoty.

Innym, najbardziej chyba typowym dla Irlandii jedzeniem, są ryby i owoce morza. I tu pewnie leży sekret „najlepszego jakościowo jedzenia”, bo jak wiadomo występujące w nich kwasy tłuszczowe są ważnym składnikiem zrównoważonej diety. Niestety, raczej nie skorzystają z nich osoby wrażliwe na dużą ilość jodu w pożywieniu.

Sceptycyzm w odniesieniu do „najlepszego żarcia w Europie” budził się we mnie jednak przede wszystkim dlatego, że głodny Irlandczyk coraz częściej pomija supermarkety i bary rybne, a zamiast tego udaje się do fast-foodów, które w Dublinie można spotkać praktycznie wszędzie. I wcale nie chodziło mi o jakość surowców trafiających do tego typu restauracji, choć po ostatnich doniesieniach można się o nią obawiać, ale raczej o sposób przygotowania posiłków, który niestety w wielu miejscach pozostawia wiele do życzenia. Jeśli bowiem odwiedzicie kiedyś dubliński fast-food i poprosicie o kanapkę, nie zdziwcie się, że obsługa przygotuje ją dla Was… gołymi rękami, bez rękawiczek! I nie oddychajcie z ulgą myśląc, że przecież pracownicy to kontrolowane okazy zdrowia. Odpowiedniki popularnych u nas „książeczek sanepidowskich” stwierdzających brak zakażenia Salmonella, obowiązkowe w Polsce dla każdego pracownika mającego kontakt z żywnością, na Szmaragdowej Wyspie nie istnieją. Mimo wszystko odwiedzicie irlandzki fast-food? Smacznego! Tylko nie mówcie, że Was nie ostrzegałam…

Na szczęście alternatyw dla „szybkiego jedzenia” jest w Dublinie całkiem sporo i każdy powinien znaleźć coś dla siebie. A na marudzących rodaków zawsze czeka w stolicy Irlandii kilkanaście polskich sklepów…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.